Możemy wszystko

24 maja 2022

Z Tomaszem Gutkowskim przed 20. Miesiącem Fotografii w Krakowie rozmawia Adam Mazur.

Adam Mazur: Miesiąc Fotografii w Krakowie obchodzi w tym roku okrągłe urodziny. W jakim momencie znajduje się organizacja i wydarzenie przez ciebie prowadzone?

Tomasz Gutkowski: W momencie nieustannego poszukiwania.

Czego poszukujecie?
Fotografia przez te dwie dekady bardzo się zmieniła i wciąż się dynamicznie zmienia. Miesiąc Fotografii nadąża za tymi przemianami. Staramy się śledzić i relacjonować, a także badać fotografię współczesną. Zmienił się też otaczający nas świat, przyzwyczajenia i oczekiwania publiczności.

Co to znaczy dla odbiorców?
Od kilku lat nie mamy programów tematycznych. Rezygnując z kuratorowanego wydarzenia z wiodącym tematem, chcieliśmy spróbować czegoś nowego, bardziej otwartego i wielowątkowego. Bliska nam jest teraz formuła programu badawczego skoncentrowanego na obrazach i kulturze wizualnej. Dobrze oddaje to nasz międzynarodowy projekt Why Pictures? (whypictures.net), w którym podejmujemy kwestie fotografii społecznej czy fotografii „nieludzkiej”, tworzonej bez udziału człowieka, a mającej olbrzymi wpływ na jego życie. Szczególnie ważna wydaje nam się kwestia sprawczości obrazów, ich działania i oddziaływania zarówno na geopolitykę, jak i życie codzienne. Przykładowo: beztroskie udostępnianie zdjęć prywatnych w mediach społecznościowych „karmi” algorytmy, które później służą do wpływania na nasze wybory konsumenckie, a nawet podstawowe wolności obywatelskie (np. systemy rozpoznawania twarzy w służbie opresyjnej władzy). Są to fascynujące procesy, którym chcemy się przyglądać, a jednocześnie dzielić się tymi odkryciami z odbiorcą.

Why Pictures? to strona w sieci i seria wydarzeń, rodzaj networkingu, a co z wystawami?
W tej chwili mniej interesują nas wielkie wystawy monograficzne, a bardziej projekty badawcze, edukacyjne. Fotografia jest pretekstem do spotkania i pogłębionej refleksji. Mniej spektaklu, więcej wsparcia dla działań oddolnych i eksperymentu. Wystarczy powiedzieć, że za równowartość kosztu organizacji wystawy światowej gwiazdy można powołać do życia kilka, a nawet kilkanaście nowych projektów twórców i twórczyń lokalnych. Odpowiedź na pytanie, która z tych strategii ma większy potencjał kulturotwórczy, jest dla nas oczywista.

Nie będzie wystaw?
Wręcz przeciwnie! Na Miesiącu zawsze jest miejsce dla klasycznej fotografii i wystaw. W ramach materializacji Why Pictures? w Muzeum Nowej Huty organizujemy wystawę, a raczej „ogród przygód i doświadczeń” przygotowany przez Magdalenę Kownacką i Annę Olszewską. Świetne rzeczy będą do zobaczenia także w programie ShowOFF i w ramach odnowionej sekcji Fringe. Do tego szereg wystaw gościnnych – w galeriach i plenerze – organizowanych przez partnerskie instytucje oraz zaproszone przez nas z okazji urodzin kolektywy. Last but not least, w aktualnej siedzibie Bunkra Sztuki przy Rynku zobaczymy wystawę o Krakowie i tym, co niewidzialne – przygotowuje ją na nasze zaproszenie Stach Ruksza.

Czyli będzie skandal?
(śmiech) To będzie wizualny esej o Krakowie, ale szerzej o Polsce XXI wieku. Opowieść o relacji aspiracji i rozczarowań, napięciach między tradycją i próbą modernizacji, o nierównościach społecznych, klasowości i establishmencie. A wreszcie – bo przecież to festiwal sztuk wizualnych – o tym, co niewidoczne, a raczej niechętnie widziane.

Na czym w takim razie polega zmiana w podejściu do wystaw?
To jest raczej przesunięcie akcentów, rezygnacja ze spektaklu na rzecz działań bardziej naszym zdaniem potrzebnych. Konsekwentnie rozwijamy sekcję ShowOFF, która w tym roku jest wyjątkowo umiędzynarodowiona. Napawa nas dumą, że debiutowali u nas artyści, którzy dziś podbijają scenę światową. Naszym celem jest to, by projekty stworzone pod czułą opieką zaproszonych przez nas mentorów mogły od razu ruszyć w świat. O zainteresowaniu ShowOFF-em świadczy liczba nadesłanych zgłoszeń – niemal 500 aplikacji z całego świata – z których jury wyselekcjonowało sześć. Co ciekawe, wszystkie wybrane do realizacji nowe projekty tworzone są przez kobiety, co też jest znakiem czasów.

Mówiłeś, że zmienił się Fringe. Wcześniej był to rodzaj worka, do którego wrzucaliście wszystko, co się dało.
Teraz Fringe to szeroko pojęta platforma edukacyjna skierowana głównie do studentów szkół artystycznych i fotograficznych oraz niezależnych twórców i kolektywów. Chcieliśmy wyjść naprzeciw tej społeczności, więc w zeszłym roku zaczęliśmy od wystawy centralnej będącej przeglądem osiągnięć czołowych polskich szkół artystycznych, czyli Poznań, Łódź i Szczecin oraz Kraków w roli gospodarza. Wystawa miała tytuł 8304 – to numer pociągu, który jedzie przez te wszystkie miasta i trafia do Krakowa. To było niesamowite, bo ci studenci i wykładowcy pierwszy raz się spotkali i mogli ze sobą zacząć pracować. Planujemy powrót w tej formule do przestrzeni dawnego Szpitala Uniwersyteckiego. Do tego jest część otwarta: projekty zgłoszone w ramach open call i organizowane z naszym wsparciem w pracowniach, na strychach, podwórkach i innych przestrzeniach niezależnych.

Ostatnie dwa lata były trudne dla instytucji kultury, a zwłaszcza festiwali, ale wam udało się przetrwać.
Nie było to łatwe, ale w czasie pandemii wypracowaliśmy nową formułę działania. Problemy z finansami to jedno, kwestia mobilności naszych gości to drugie, a bezpieczeństwo publiczności to jeszcze inna, bardzo ważna sprawa. Więcej rzeczy organizujemy w formule zdalnej, prezentacji slajdów, wykładów i seminariów online. Pozwala to na utrzymanie międzynarodowego charakteru festiwalu. Nie musisz produkować wielkiej wystawy fotografii z Południowej Afryki czy Azji Wschodniej. Wystarczy, że na spotkanie i wykład zaprosisz specjalistę czy specjalistkę z tego regionu, kogoś, kto z perspektywy insajdera opowie naszej publiczności o tym, co w regionie najważniejsze. Na szczęście w ostatnich dwóch latach trafialiśmy na rozluźnienie ograniczeń pandemicznych, więc mogliśmy spotkać się na żywo z naszą publicznością.

Jak jeszcze pandemia wpłynęła na wasz program i działania?
Zmieniliśmy podejście do projektów w zakresie, który nazwałbym roboczo „ekologią w sztuce”. Interesuje nas długofalowe oddziaływanie. Zamiast produkować drogie wystawy i robić jednorazowe megawydarzenia staramy się produkować rzeczy, które premierę będą miały w Krakowie, ale znajdą też swój ciąg dalszy w innych miejscach. Dobrym przykładem jest choćby nasza współpraca z Martą Bogdańską, której książka i wystawa przez nas produkowane podróżują i aktualnie pokazywane są w warszawskim Instytucie Fotografii Fort i w ramach festiwalu Circulation(s) w Paryżu.

Jaką funkcję Miesiąc pełni w Krakowie i w Polsce?
Jesteśmy przestrzenią, w której prowadzona jest krytyczna refleksja nad obrazem. Staramy się dzielić z publicznością tym, co aktualne i według nas ważne. Miesiąc Fotografii i organizującą go Fundację Sztuk Wizualnych można porównać do siewcy. Inicjujemy i produkujemy kilkadziesiąt projektów rocznie.

Siewca, ciekawa metafora…
Ale może być też parasol – chronimy i wspieramy oddolne inicjatywy, stwarzamy przestrzeń do wypowiedzi i eksperymentu. Tak widzimy swoją kulturo- i miastotwórczą rolę. Natomiast walka o skalę, a tym bardziej rywalizacja krajowa czy międzynarodowa już nas po prostu nie dotyczą. Lubię myśleć, że na tym polega dojrzałość (śmiech). Choć oczywiście wobec warunków, w jakich pracujemy, mierzymy się na co dzień, jak wszystkie podobne nam organizacje, z trudnymi wyborami.

To znaczy?
To są elementarne pytania o to, po co jest kultura, ale i całkiem przyziemne, np. jak powinna być finansowana i organizowana. Znalezienie balansu między tworzeniem ambitnego programu, a zarabianiem pieniędzy, dzięki którym będziemy mogli prowadzić działalność, jest piekielne trudne, szczególnie dla NGO-sów. Z pewnością to wszystko stanowi część większego problemu z festiwalami, myśleniem projektowym i zaburzoną moim zdaniem relacją między pierwszym i trzecim sektorem. Słowem, niezależność finansowa i programowa jest przedmiotem naszej codziennej troski i pochłania mnóstwo energii. Nierzadko, o czym mało się też mówi, prowadzi to do wypalenia i porzucania przez świetnych menedżerów i animatorów sektora kultury na rzecz bardziej intratnych dziedzin.  

Jak żyć?
Wiemy, że to są sprawy do przepracowania w relacjach środowiska ludzi kultury z miastem. Zdajemy sobie sprawę, w jakiej sytuacji są dziś samorządy. Wszyscy jesteśmy na wojnie kulturowej i musimy się wspierać. Na szczęście współpraca i otwarta dyskusja to nasze główne narzędzia pracy.

Mimo wszystko nie brzmi to optymistycznie.
Optymistycznie nie nastraja otaczająca nas rzeczywistość. Ale my pielęgnujemy w sobie radość i niepoprawny nieraz optymizm. Paradoksalnie Fundacja Sztuk Wizualnych jest dziś w bardzo komfortowej sytuacji – możemy wszystko! Możemy przejść w tryb biennale czy triennale albo poświęcić się całkowicie edukacji i opracowywaniu dorobku klasyków polskiej fotografii – czym z resztą od lat się zajmujemy. Fascynująca perspektywa!

To byłby koniec?
Niekoniecznie, to mogłoby być bardzo ożywcze i dla nas, i dla miasta.

Co z współpracą z MuFo?
MuFo dopiero się otworzyło w nowej odsłonie, więc nasza relacja też dopiero będzie się rozwijać. Ale nasze misje i funkcje idealnie się uzupełniają, więc już nie możemy się doczekać wspólnych przedsięwzięć i wyzwań. Uważamy, że to jest dla Krakowa wielka szansa. W tym roku w związku z harmonogramem otwarć będzie to współpraca na poziomie wydarzeń towarzyszących, ale w kolejnych latach naszą ambicją jest ścisła współpraca programowa zarówno w ramach MFK, jak i przez cały rok.

Co jest najważniejszym osiągnięciem Miesiąca Fotografii?
Publiczność i społeczność. Przywilej łączenia pod wspólną banderą dziesiątek, setek wspaniałych artystów, kuratorów, wolontariuszy, instytucji i współpracowników. Z okazji 20. edycji składamy im, Wam, szczere podziękowania.

Materiał ukazał się w kwartalniku „Kraków Culture” 1/2022.

---

Tomasz Gutkowski


fot. Bartolomeo Koczenasz

Współtwórca festiwalu Miesiąc Fotografii w Krakowie, szef Fundacji Sztuk Wizualnych. Menedżer kultury, wykładowca akademicki i wydawca. Producent projektów popularyzujących dorobek wybitnych polskich artystów (m. in. Zofii Rydet, Wojciecha Plewińskiego, Zygmunta Rytki i Władysława Hasiora).

 

Adam Mazur


fot. archiwum prywatne

Krytyk i teoretyk fotografii, historyk sztuki, publicysta i wykładowca uniwersytecki, twórca magazynu „Blok” (blokmagazine.com). Autor książek o fotografii współczesnej i dawnej, m.in. wydanego przez Universitas Świata okaleczonego. Historii fotografii Europy Środkowej 1818–2018.

Więcej

Udostępnij

Kraków Travel
Kids in Kraków
InfoKraków
Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.
<